Przejdź do głównej zawartości

Czuwajmy …


W ostatnim czasie, w zasadzie od kilkunastu dni, jak zauważyli ci bardziej spostrzegawczy, jesteśmy zachęcani do jednego: do CZUWANIA. Czuwanie, oczekiwanie i to na nie byle co ani na nie byle kogo, ale na samego Boga, który w Jezusie Chrystusie przychodzi na świat.
Adwent to szczególny czas w kalendarzu liturgicznym Kościoła. Rozpoczyna się wraz z końcem roku liturgicznego i w zasadzie śmiało można powiedzieć, że ukierunkowuje całe nasze chrześcijańskie życie na jedno: CZUWANIE.
Zdarzyło się w moim kapłańskim życiu katechizować przedszkolaków i kiedy padało pytanie na kogo czekają w tym okresie, zdecydowana większość wykrzykiwała, że na Pana Jezusa (chociaż prawda jest taka, że niektórzy czekali na świętego Mikołaja i prezenty, ale na marginesie mówiąc my starsi też liczymy na tego świętego). Dzieciom Adwent kojarzy się z oczekiwaniem na Pana Jezusa, który przychodzi w tej fantastycznej świątecznej atmosferze na świat w tajemnicy narodzenia. Jednak starsi doskonale wiedzą, że Bóg za pośrednictwem Kościoła, daje nam jeszcze jeden wymiar naszego adwentowego oczekiwania, oczekiwania na Zbawiciela, który jeszcze raz przyjdzie na ziemię.
Przyzwyczailiśmy się czekać w naszym życiu na wiele rzeczy, tych bardzo upragnionych, jak np. spojrzenie i słowo dziewczyny czy chłopaka, który nam się spodobał lub spodobała; albo na te mniej upragnione, jak trwające w nieskończoność oczekiwanie w kolejce do lekarza. Czekamy na wiele i w zasadzie można powiedzieć, że czekanie uczy olbrzymiej cierpliwości. Chcielibyśmy wszystko na już, teraz, zaraz, ale niestety nie wszystko tak łatwo przychodzi. Musimy oczekiwać w cierpliwości bez pośpiechu.
A adwentowe czekanie, czego może nas nauczyć? Co nam może pokazać, uświadomić? Swego czasu ktoś mądry powiedział mi tak: Spróbuj zawsze wieczorem, przed zaśnięciem, odpowiedzieć sobie na pytanie: czy gdyby teraz przyszedł do ciebie Pan Jezus, byłbyś zaskoczony i nieprzygotowany, czy może wręcz przeciwnie nie byłaby to dla ciebie niespodzianka i przyjąłbyś Go z otwartymi ramionami? Może właśnie tego chce nas nauczyć Pan Jezus w tym powoli mijającym Adwencie: gotowości na spotkanie z Nim. Nie wiemy przecież kiedy, nie wiemy gdzie, ale jednego możemy być pewni, On przyjdzie. Naszym jedynym zadaniem na dziś i na jutro jest wyjść na te spotkanie najlepiej przygotowanym. I mimo tego, że jesteśmy zaganiani, mamy tysiące obowiązków, porządkujemy i przyozdabiamy domy, nie zapominajmy o właściwym przygotowaniu naszych serc, bo Gość, któremu na imię Jezus chce przyjść do uporządkowanego, czystego domu jakim jest nasze serce.
I na koniec. Święty Augustyn napisał w Wyznaniach te bardzo znane słowa: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”, dopóki nie spocznie w Bogu. Tylko On jest prawdziwym spokojem, tylko On jest naszą siłą. Nie bójmy się czekać na Niego o każdej porze dnia i nocy, czekać jak na najlepszego z gości. CZUWAJMY.
Ks. Ł.O.



Popularne posty z tego bloga

1 P 1, 15-16

360 godzin  15 dni - Wielki Tydzień +  Oktawa Wielkanocy Tydzień wielki, czas w którym mogę doświadczyć Bożego zwycięstwa i uświadomić sobie przedziwną walkę kiedy „śmierć zwarła się z życiem”. Czy to mnie w jakiś sposób dotyczy? Nawet jeśli tego do końca nie potrafię zrozumieć – mówię TAK! Pewnie trudno było nawet najbliższym z grona Jezusa połączyć w logiczną całość następujące po sobie wydarzenia i postępowanie ludzi. Najpierw intrygi niektórych (pamiętasz: „zamierzali więc Go pojmać…” J7,30; „czemuście Go nie pojmali…” J7,45; „porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego… J8,59; „wydali polecenie, aby każdy ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.” J11,57). A zachowanie tych, którzy może w ukryciu zaczynali wierzyć, że ON właśnie JEST (pamiętasz: „I uwierzył on sam i cała Jego rodzina.” J4,53; „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia.” J7,46; „A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie ...